Spotkanie autorskie w Świebodzinie z Grzegorzem Miecugowem 19-02-2010


Nieczęsto się zdarza, żeby w Świebodzinie pojawiło się takie "nazwisko". W miniony piątek (19 lutego) w Bibliotece Publicznej
odbyło się spotkanie z dziennikarzem Grzegorzem Miecugowem.

Na szczęście nie trzeba było sprawdzać skuteczności powiedzenia "do trzech razy sztuka" i Grzegorz Miecugow pojawił się w drugim zapowiadanym terminie. Planowane początkowo na drugą połowę stycznia spotkanie zostało odwołane na kilka dni przed jego terminem. Tym razem się udało i wszyscy chętni mogli się spotkać z dziennikarzem.

Spotkanie miało inny niż zwykle w tego typu przypadkach przebieg. Otóż przez zdecydowaną większość ponadgodzinnego spotkania pytania zadawała moderująca je Hanna Serewa. Dopiero na samym końcu publiczność miała okazję o coś zapytać. Jednak przyjęta forma nie była zła, co można zawdzięczać moderatorce, która skrupulatnie przygotowała się do spotkania. W jego trakcie zebrani dowiedzieli się, że sąsiadami G. Miecugowa była m.in. Wisława Szymborska i Stefan Kiesielewski, a niedaleko mieszkał Sławomir Morożek. Jednak tak znamienite towarzystwo nie wpłynęło, jak mówił dziennikarz, znacząco na jego życie. - Jako dziecko nie do końca zdawałem sobie sprawę kim ci ludzie są - mówił. Zapytany o to kogo ceni, bez dłuższego namysłu odpowiedział, że wśród wielu innych Władysława Bartoszewskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Grzegorz Miecugow opowiadał o swoich początkach w zawodzie. Po ukończonej filozofii pracował krótki czas w teatrze, który został zamknięty. Dzięki protekcji, do czego z lekkim zażenowaniem się przyznał, zaczął pracować w polskim radiu. Początkowo w dziale kulturalnym, później w rolniczym, a na końcu trafił do informacji. Opowiadał o swoich studenckich podróżach m.in. do Finlandii i Szwecji, gdzie trafił przez ZSRR. Wspomniał swoją kilkumiesięczną pracę we Francji jako… opiekun dziecka. - Dzieciak spał od ósmej do ósmej i w ciągu dnia jeszcze przez dwie godziny. Dzięki temu miałem mnóstwo czasu na czytanie książek - wspominał Miecugow.

Mówił również o swojej przyjaźni z Tomaszem Sianeckim, z którym znają się od ponad dwudziestu lat. - Czasami się kłócimy - wyznał. Ciekawie słuchało się jego opowieści na temat fascynacji Edwardem Stachurą, o poszukiwaniu własnych korzeni i przodków. Wspomniał również o książkach, które napisał i które chciałby napisać. Wyznał, że chciałby aby pozostała po nim pamięć, życzył sobie również tego, aby ludzie coś mu zawdzięczali.

Na koniec były autografy i wspólne fotografie - podobno rzecz nadzwyczajna w czasie jego spotkań, bowiem jak "wieść gminna niesie" Grzegorz Miecugow ma nieco kapryśny charakter. Po spotkaniu dziennikarz pojechał na kolejne. Tym razem do Zielonej Góry. Kilka godzin wcześniej był w Wolsztynie. - Chciałem aby w kolejnym już spotkaniu, które organizujemy, uczestniczył ktoś powszechnie znany i cieszę się bardzo, że to się udało - mówi dyrektor Biblioteki Publicznej w Świebodzinie Andrzej Grupa, który zadowolony jest również z frekwencji (pojawiło się kilkadziesiąt osób). Dyrektor zachęcony sporym zainteresowaniem planuje już kolejne spotkanie. Być może następne, które zapowiada się niezwykle ciekawie, odbędzie się już w kwietniu. Gościem będzie himalaista Krzysztof Wielicki. - Nie chcę zapeszać, ale wszystko jest na najlepszej drodze, aby to spotkanie się odbyło - mówi dyrektor Grupa. Nie mielibyśmy nic przeciwko.

"Okolice najbliższe" - nasze pismo lokalne.